28/10/2024
Grupa Azoty, kluczowy gracz polskiego przemysłu chemicznego, przeżywa obecnie burzliwy okres. Gigantyczne zadłużenie, redukcja zatrudnienia i widmo sprzedaży aktywów malują ponury obraz przyszłości tego przedsiębiorstwa. Czy flagowy okręt polskiej chemii zdoła uniknąć finansowej zapaści? Przyjrzyjmy się bliżej przyczynom i konsekwencjom kryzysu, który dotknął Grupę Azoty.

Dramatyczna sytuacja finansowa Grupy Azoty
Pracownicy Grupy Azoty z niepokojem patrzą w przyszłość. W ciągu ostatniego roku koncern zredukował zatrudnienie o ponad tysiąc osób, a kolejne zwolnienia wydają się nieuniknione. Jeszcze w 2021 roku Grupa Azoty mogła pochwalić się zyskiem w wysokości 634 mln zł, a w kolejnym roku, mimo trudnej sytuacji geopolitycznej, utrzymała się na plusie z wynikiem 584 mln zł. Niestety, rok 2023 przyniósł prawdziwy finansowy armagedon. Strata za ten okres wyniosła aż 3,3 mld zł, a zadłużenie Grupy Kapitałowej osiągnęło niemal 10 mld zł. Pierwsze półrocze 2024 roku również nie napawa optymizmem – wynik ponownie był ujemny i wyniósł blisko 750 mln zł.

Skąd tak ogromny dług?
Główną przyczyną dramatycznej sytuacji finansowej Grupy Azoty jest zalew europejskiego rynku tanimi nawozami ze Wschodu, w szczególności z Rosji i Białorusi. Skala problemu jest ogromna. Grupa Azoty produkuje rocznie 4,5 mln ton nawozów, podczas gdy tylko w ciągu 10 miesięcy ubiegłego roku do Polski trafiło 3,5 mln ton nawozów z importu. Aż 36% z nich, czyli ponad 1 mln ton, pochodziło z Rosji i Białorusi. Te nawozy są znacznie tańsze od polskich, co stawia rodzimych producentów w niezwykle trudnej sytuacji konkurencyjnej.
Paulina Zielińska-Olak, dyrektor sprzedaży krajowej nawozów w Anwilu, podczas sejmowej podkomisji stałej do spraw nadzoru nad zarządzaniem mieniem państwowym w listopadzie 2024 roku alarmowała o ogromnych marżach, jakie osiągają rosyjscy producenci nawozów: „Są to marże sięgające do 40–50 proc., podczas gdy najlepsi producenci europejscy generują marże na poziomie 20 proc., a krajowi producenci mają marże na poziomie EBIDA minus 10 do 10 proc. To pokazuje, w jak trudnej sytuacji jesteśmy i że potrzebujemy pilnej interwencji”.
Restrukturyzacja i poszukiwanie rozwiązań
W obliczu narastającego kryzysu, Grupa Azoty podejmuje działania restrukturyzacyjne. Oprócz redukcji zatrudnienia, rozważana jest sprzedaż części aktywów, w tym niemieckiej firmy nawozowej Compo, zakupionej w 2018 roku za 235 mln euro. W zakładach w Tarnowie zaproponowano pracownikom wydłużenie czasu pracy o 120 godzin rocznie za to samo wynagrodzenie. Koncern poszukuje również nowych źródeł zaopatrzenia w surowce, takie jak potas, fosforyty i amoniak, aby obniżyć koszty produkcji.
Jednak, jak podkreślają przedstawiciele branży, nawet najgłębsza restrukturyzacja nie wystarczy, jeśli nie zostanie zatrzymany niekontrolowany import tanich nawozów ze Wschodu. Przyszłość polskiego i europejskiego przemysłu nawozowego zależy w dużej mierze od decyzji politycznych. Konieczne są pilne działania na poziomie Unii Europejskiej, aby wprowadzić mechanizmy ochronne dla rodzimych producentów.

Ryzyko uzależnienia od importu i zagrożenie dla bezpieczeństwa żywnościowego
Brak reakcji ze strony Unii Europejskiej może mieć katastrofalne skutki dla europejskiego rolnictwa i bezpieczeństwa żywnościowego. Jeśli europejscy producenci nawozów zostaną zepchnięci na margines rynku, Europa stanie się uzależniona od dostaw ze Wschodu. Rosja, kontrolując rynek nawozów, zyska kolejne narzędzie szantażu politycznego, podobnie jak w przypadku gazu. Konsekwencje likwidacji krajowej produkcji nawozów mogą być dotkliwe, czego przykładem jest sytuacja w Irlandii, gdzie po zamknięciu krajowych zakładów ceny nawozów gwałtownie wzrosły, a kraj stał się zależny od importu.
Import nawozów ze Wschodu to problem nie tylko Polski. Niemiecki producent amoniaku i mocznika SKW Piesteritz zmuszony był do czasowego zamknięcia jednego ze swoich zakładów z powodu zalewu rynku tanimi rosyjskimi nawozami. Dyrektor ds. sprzedaży w SKW Piesteritz, Antje Bittner, zaapelowała o pilną interwencję polityków i obniżenie kosztów energii dla europejskich producentów nawozów.
Możliwe rozwiązania i rola Unii Europejskiej
Aby chronić europejski rynek nawozów, konieczne jest wprowadzenie skutecznych mechanizmów ochronnych. Branża nawozowa postuluje wprowadzenie ceł na nawozy z Rosji i Białorusi, zmniejszenie kontyngentów importowych, a nawet całkowite embargo na ich sprowadzanie. Ministerstwo Rozwoju i Technologii zapewnia, że europejskie zdolności produkcyjne nawozów są wystarczające, aby zaspokoić popyt wewnętrzny, a ewentualne niedobory można uzupełnić importem z innych kierunków, np. z Afryki Północnej.
Jednak, jak zauważa Yury Ravavoi, pracownik Komisji Krajowej NSZZ „S” pochodzący z Białorusi, same cła mogą nie wystarczyć, gdyż Rosja i Białoruś mogą omijać sankcje poprzez pośredników i fałszowanie certyfikatów pochodzenia towarów. Wskazuje on na przypadki reeksportu białoruskich nawozów przez Uzbekistan i Turkmenistan, z wykorzystaniem fałszywych certyfikatów.

Branża nawozowa proponuje wprowadzenie obowiązkowego systemu rejestracji importerów i producentów nawozów, wzmocnienie kontroli w portach i terminalach przeładunkowych oraz rozszerzenie systemu SENT na transport nawozów. Najważniejsze jednak wydają się być twarde sankcje na poziomie Unii Europejskiej.
Polska, obejmując prezydencję w Radzie Unii Europejskiej w drugiej połowie 2025 roku, powinna uczynić sprawę ochrony europejskiego rynku nawozów jednym z priorytetów. Rząd polski już podjął pierwsze kroki w tym kierunku, apelując wraz z Litwą, Łotwą i Estonią do Komisji Europejskiej o nałożenie ceł na rosyjskie i białoruskie nawozy. Grupa Azoty również planuje złożyć kolejny wniosek do KE o nałożenie ceł antydumpingowych na mocznik z Rosji i Białorusi. Wiele wskazuje na to, że w kolejnym, 16. pakiecie sankcji UE, planowanym na luty 2025 roku, mogą znaleźć się cła na nawozy importowane z Rosji i Białorusi.
Dodatkowym narzędziem w rękach polskiego rządu jest lista sankcyjna Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, na którą mogą być wpisywane firmy importujące nawozy ze Wschodu. Już teraz na liście sankcyjnej znalazły się białoruskie spółki pośredniczące w eksporcie nawozów, co jest krokiem w dobrym kierunku.
Czy te wszystkie działania wystarczą, aby uratować Grupę Azoty przed finansową katastrofą? Czas pokaże. Jedno jest pewne – sytuacja jest poważna i wymaga pilnych, zdecydowanych działań na poziomie krajowym i europejskim.

Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
Kto jest właścicielem Azoty Tarnów?
Właścicielem Azoty Tarnów jest Grupa Azoty SA, która powstała w wyniku konsolidacji Zakładów Azotowych w Tarnowie-Mościcach z innymi dużymi zakładami chemicznymi w Polsce. Głównym akcjonariuszem Grupy Azoty SA jest Skarb Państwa.
Dlaczego Grupa Azoty upada?
Grupa Azoty nie upada, ale znajduje się w bardzo trudnej sytuacji finansowej z powodu gigantycznego zadłużenia, które sięga około 10 mld zł. Głównymi przyczynami tego zadłużenia są: inwestycja w fabrykę Polimery Police, zalew rynku tanimi nawozami z importu (głównie z Rosji i Białorusi) oraz wysokie koszty gazu i emisji.
Czy będą zwolnienia w Grupie Azoty?
Tak, Grupa Azoty już zredukowała zatrudnienie o ponad tysiąc osób i planuje kolejne zwolnienia w ramach programu restrukturyzacji. Dokładna skala zwolnień nie jest jeszcze znana, ale mówi się o redukcji zatrudnienia o kilkanaście procent w ciągu najbliższych dwóch lat, co może oznaczać utratę pracy nawet dla 2 tysięcy osób.
Ile ludzi pracuje w Azoty Tarnów?
W Grupie Azoty łącznie pracuje około 15 tysięcy osób. Dokładna liczba pracowników zatrudnionych w samych Zakładach Azotowych w Tarnowie nie jest precyzyjnie podana w tekście, ale Tarnów jest siedzibą Grupy Azoty i jednym z jej największych zakładów.
Jeśli chcesz poznać inne artykuły podobne do Grupa Azoty na skraju przepaści: Gigantyczne zadłużenie i przyszłość, możesz odwiedzić kategorię Rachunkowość.
